Strony: O sobie | RSS |

Prosto label - płyty za 7zł.

Kategoria: Internet, Muza Tagi: internet muzyka prost

Dodano 28 stycznia 2010 o 23:20:03 na poziomie 0, 9 komentarzy

Dawno nie pisałem czegoś na gorąco. Nie mam zupełnie pojęcia czy odkrycie jest nowe, stare czy jakiekolwiek. Ale ten wpis jest pewnego rodzaju podziękowaniem dla twórców label Prosto. Za co się zapytacie im dziękuję ? A za to, że odważyli się zrobić mały przełom moim zdaniem na naszym rodzimym rynku muzyczny.

Otóż dziś obejrzałem kolejny filmik promo umieszczony na kanaler prosto.tv na youtube, gdzie zobaczyłem info o albumach w MP3 i WAV. Stwierdziłem, że pewnie ceny nie różnią się wielce. I tu był błąd.
Wchodzę na sklep prosto i co widzę ? 7zł za album w MP3 i 15zł za album w WAV. Myślę sobie "nie, to jest sen...". Szybki koszyk, wybór płatności (paypal, wszystkie duże banki), dokonanie płatności. Na mejla dostaję linka gdzie mogę pobrać album. Pobieram, troszkę przekonany że jakość albumu będzie lekko kijowa (w końcu z tą ceną musi być coś nie tak).
Ściągam, rozpakowuję, sprawdzam informacje o plikach. W tym momencie na mej twarzy pojawia się wielki banan i myśl w głowie "dzięki chłopaki za to, że się zdecydowaliście chyba jako pierwsi, a na pewno nieliczni dać mi coś, czego oczekiwałem". Utwory są kodowane w 320kbit. Jakość jak na moje ociężałe ucho dobra. Nie muszę kupować wersji WAV, która zapewne byłaby równie świetna. Dodatkowo znajduje się mała okładka (ażeby dodać do plików mp3 oraz PDF ze świetnej jakości skanami całej książeczki, która znajduje się w CD
Właśnie takiej oferty oczekiwałem po nowoczesnych muzykach. Nie chodzi mi o to, żeby album był od pierwszego dnia sprzedawany po 7zł. Może być tak, że cena startowa będzie 20-30zł, a co kolejny miesiąc spadałaby właśnie do tej ceny 7zł. Taki model biznesowy świetnie się sprawdza w przypadku gier, to i w tym wypadku uważam, że sprawdziłby się super.
Czy uważam ten ruch za zabójstwo piractwa ? Nie. Ale uważam, że 7zł to cena paczki papierosów, którą niektórzy wydają codziennie. Już jutro mam zamiar uzupełnić dyskografię tymi albumami których nie byłem pewien. Zrobię to chociażby w podzięce za świetny ruch i za to, że może w końcu polski internet przestanie być postrzegany jako siedzisko zła, a sami internauci jako złodzieje.
Czas się odwdzięczyć i pokazać, że skoro oni mogą, to ja też mogę. I oby coraz większa ilość artystów w naszym kraju się budziła i robiła w ten sam sposób.

Obawiam się jednocześnie tego, że nasze kochane firmy zajmujące się wydawaniem płyt zaczną robić aferę i będą dążyły (włącznie z zaiksem) do zaprzestania tego "procederu".
Jak będzie ? Pokaże czas. Ale wiem, że bez wsparcia (tak, także finansowego) ta akcja przejdzie obok. Czy tak będzie, czy niedługo się dowiemy, że jednak sprzedaż przez internet była tak niska, że opłacalność utrzymania infrastruktury była zerowa ? Okaże się zapewne już niedługo.

9 komentarzy . Trackback . Dodano 28 stycznia 2010 o 23:20:03 na poziomie 0

Czy next genowe konsole służą tylko do grania ?

Kategoria: Gry, Internet, Playstation 3 Tagi: gry konsole next gen ps3

Dodano 15 marca 2009 o 22:34:02 na poziomie 0, 11 komentarzy

I tak po raz kolejny poruszam temat dotykający graczy. No właśnie, ale czy tylko ? Czy w dzisiejszych czasach wystarczy zwykła maszynka do gier ? Moim zdaniem nie. I jak widać moje zdanie popierają również producenci sprzętu.

Obecnie na rynku mamy 3 graczy. Sony z PlayStation 3, Microsoft z xbox360 oraz Nintendo z Wii. Każda z konsol ma swoją specyfikę, jednakże każda potrafi sporo więcej niż tylko granie. PS3 jak i xbox obecnie posiadają usługę Vide on Demand (niestety dostępną tylko w usa), Wii wg plotek także ma otrzymać taką usługę. Wiele osób zapewne stwierdzi, że to nic nie znaczy. Ja śmiem temu zaprzeczyć.
Konsola obecnie staje się domowym centrum rozrywki. Takim minikomputerem do obsługi dla każdego. Takim urządzeniem, na które można wrzucić zdjęcia i je pooglądać, na którym można obejrzeć film lub serial, na którym można spokojnie posłuchać muzyki. A w przypadku PS3 (wsparcie natywne) oraz starszych wersji xbox360 można zainstalować system linux.
Osobiście posiadam konsolę PS3, która obecnie potrafi odtwarzać xvid/divx, posiada aplikację do katalogowania zdjęć, posiada możliwość rozmów głosowych, wraz z obrazem. Mogę sobie słuchać muzyki. Mogę także posiedzieć w Home (coś jak Second Life) pogadać ze znajomymi grając w jakieś kręgle. Już nie mówię tutaj o możliwości zmiany dysku własnoręcznie bez utraty gwarancji czy też bezproblemowej instalacji linuksa.
Czy w takim wypadku można mówić jeszcze o konsoli ? Czy już o urządzeniu wielofunkcyjnym, które ma za zadanie być kombajnem multimedialnym dla rodziny ? W Wielkiej Brytanii wyszedł dodatek do PS3, który umożliwia oglądanie i nagrywanie telewizji. Oczywiście nie wspomniałem tutaj o czytniku DVD jak i Blu Ray (format, który ostatnio zdobywa sporą popularność). Nie wymieniłem też darmowego dostępu do wersji demonstracyjnych gier jak i możliwości grania online bez dodatkowych opłat.
Jest jeszcze jeden bardzo poważny argument przemawiający za tego typu urzadzeniem all-in-one. Prostota obsługi. Przypuszczam, że Sony będzie szło właśnie w tę stronę. Już teraz PS3 posiada przeglądarkę internetową na silniku gecko, z poziomu której zapewne się da jakoś odebrać pocztę (niestety obsługa PL literek kuleje).

Ale to nie jest jedyny aspekt który mnie ciekawi. Zastanawia mnie bardzo ile jeszcze czasu minie żeby ludzie zmienili swoje podejście. Ile czasu minie zanim ludzie stwierdzą, że wolą wydać dajmy na to te 1600zł raz na 4-5 lat i cieszyć się kupionymi (tak słowo klucz) grami, które nie wymagają wymiany sprzętu co pół roku żeby zagrać w coś w najwyższych detalach (a i to nie jest pewne).
Ciekawi mnie kiedy jedynym argumentem osób posiadających xbox360 przestanie być "bo PS3 nie jest spiracone". Bo faktycznie w naszym kraju widać potęgę PS2, które właśnie tylko z tego powodu jest popularne. Jest jeszcze jeden argument. Gry na konsole coraz bardziej przyciągają developerów. Dlaczego ? Bo tam zarabiają. I jak nasz kraj ma zostać wzięty pod uwagę przez taki Microsoft (w tym momencie chodzi o pełną usługę Live) jeżeli w tym kraju sprzedało się sporo konsol, ale sprzedać gier jest nadal na poziomie żenującym... W kraju w którym zwracanie uwagi na PEGI jest zauważalne u osób tak dziwnych jak ja. To już Sony nas prędzej zauważyło, przez co powstał jakoś tam działający polski oddział.
Szczerze obstawiam, że kolejna generacja konsol będzie podobna do PS3. Zabezpieczenia na poziomie sprzętowym będą już tak ciekawie rozwiązane, że będzie je prawdziwie ciężko złamać. Obstawiam też, że marketing napędzający machinę komputerów może powoli zanikać. Dlaczego ? Bo microsoft obecnie zarabia bardzo dużo na rynku gier. A gdyby rynek gier przeniósł się głównie na konsole to skończyłyby się utyskiwania graczy na wydajność, problemy z grafiką i systemem. Moim zdaniem Microsoft jak i inne firmy będą dążyły do urządzeń posiadających wszystko. System i nie tylko. Takie apple tv, ale z wypasionym modułem do grania. Czy to nie jest faktyczna przyszłość takich urządzeń ? Czy jest sens oprócz laptopa i urządzenia stacjonarnego w domu posiadać jeszcze milion puszek ? Dla wielu rodzin nie ma to sensu. Nie ma to pieniędzy, czasu i chęci. Osoby pracujące z komputerami a nie używające ich jako modułu rozrywkowego i tak posiadają w sporej części laptopy z powodu mobilności.

P.S.Miało być krótko, a jak zwykle wyszła długa i zapewne nieciekawie-nudna dygresja.

11 komentarzy . Trackback . Dodano 15 marca 2009 o 22:34:02 na poziomie 0

W myśl hasła "takie rzeczy to tylko w erze"...

Kategoria: Codzienność, Internet, O sobie Tagi: era idiotyzm promocja

Dodano 14 marca 2009 o 21:01:15 na poziomie 0, 8 komentarzy

Ostatnimi czasy firma Era mnie zaskakuje. Ale nie super promocjami, ciekawymi dodatkami czy też dobrym podejściem do klienta. Era zaskoczyła mnie bezmyślnością swoich pracowników, a w szczególności zlecaniu ludziom z "call center" wmawiania bzdurnych i bezsensownych "promocji".

Słowem wstępu. Jestem osobą posiadającą w sieci Era abonament w którym posiadam 80 minut, płacę miesięcznie 45zł. W październiku wygasa mi umowa (jestem w erze już prawie 4 lata) i muszę przyznać, że będę się mocno zastanawiał nad przedłużeniem umowy z tą siecią. W sumie to poczekam na rebranding do t-mobile i zobaczę czy będą posiadali wtedy jakiekolwiek interesujące mnie promocje. Ale nie o tym miałem pisać. Abonament dla mnie jest zupełnie wystarczający. Mówiąc szczerze to nawet nie wykorzystuję tych 80 minut, ale na wszelki wypadek są te minuty.
Jakoś w ciągu ostatnich kilku dni dzwoni do mnie miła pani z Ery i proponuje jakże wspaniałomyślną i super tylko dla mnie promocję, która podnosi mi abonament z 45zł na 60, ale za to dostaję 120 minut. Po usłyszeniu że w zupełności mi wystarcza te 80 minut które mam i nie widzi mi się nieuzasadnione podnoszenie abonamentu pani dziwnie szybko zrezygnowała (widać niedoświadczona). Myślałem sobie no to teraz będą dzwonić w czerwcu przed rebrandingiem z kolejnymi super ofertami. Jakże bardzo się pomyliłem...

Musicie wiedzieć, że oprócz zwykłego telefonu mam także blueconnect z umową na czas nieokreślony. Płacę za to niecałe 50zł a umowę mogę zerwać kiedy chcę. Tak mi pasuje akurat w tym przypadku.
Za kolejne 2 czy 3 dni o godzinie bodajże 18 (wtf !?) dzwoni telefon z napisem "Biuro obsługi". No to odbieram i słyszę rezolutnego Pana, który się pyta czy ja to ja i czy mam abonament z usługą blueconnect. Odpowiadam że tak posiadam. Na co osoba w telefonie stwierdza, że umowa mi się niedługo kończy. Moja reakcja brzmiała mniej więcej "yyyyyy". Po wyjaśnieniu, że posiadam umowę na czas nieokreślony pan stwierdził, że rozumie i że niedługo mi się umowa kończy (nie wiem jakim cudem) i tutaj znów przedstawia mi super ofertę. 1GB transferu za te same pieniądze które teraz płacę, ale z umową 24 miesiące (do tego jakiś modem huaweia za 1zł, który zresztą posiadam już od dawna). Moja mina chyba znowu była bezcenna. Wytłumaczyłem dla pana, że tak jak mam obecnie jest mi na rękę i że podziękuję za uszczęśliwianie mnie na kolejne 2 lata.
W tej przypowieści z opcją blueconnect może i byłoby wszystko normalne gdyby nie to, że teraz mogę iść, zwyczajnie zrezygnować z mojego BC i wziąć ponownie BC z umową na czas nieokreślony i wiecie co ? Za te same pieniądze będę miał 1GB i brak przymusu płacenia przez 2 lata haraczu dla tej dziwnej firmy. Nie wierzycie ? Wystarczy zajrzeć pod ten link: blueconnect pdf umowa na czas nieokreślony

Muszę powiedzieć, że niestety obecnie żadna oferta nie jest w stanie mnie przekonać. Wszystkie sieci potwierdzają, że żyjemy w kraju paranoi i najgorszego z możliwych podejścia do abonentów. Podejścia "a ten debil da się namówić"... Niestety nie posiadając firmy nie mogę w dzisiejszych czasach dostać planu taryfowego z normalnym pakietem danych (bo chyba 50MB to nie jest normalny pakiet !?). Usługę BC można połączyć z abonamentem tylko jeżeli jest się klientem biznesowym... A co z takimi jak ja ? Ludźmi, którzy mają naprawdę sporo informacji do synchronizacji, chętnie czytaliby mejle, albo przeglądali www jadąc gdzieś tam...
Ciekawi mnie który człowieczek o małym rozumku puszcza listę do call center i traci pieniądze na takich użytkowników jak ja. Przypuszczam, że jestem nieliczną osobą, która mało dzwoni i chętnie korzysta z internetu.

Dla porównania istnieją plany taryfowe dla telefonów jak iPhone (paranoja a nie plan taryfowy) oraz G1 (tutaj troszkę lepiej, chociaż te 500MB dla telefonu multimedialnego to też czasami może być mało, bo na synchronizację danych wystarcza w zupełności). Dziwi mnie, że nie takim problemem jest dostosowanie się do klienta, do tego czego dany człowiek potrzebuje. No i te ich programy lojalnościowe.

Widać, że w niektórych dziedzinach nasz kraj jest jeszcze w dupie...

8 komentarzy . Trackback . Dodano 14 marca 2009 o 21:01:15 na poziomie 0

iPhone - czy ten telefon faktycznie coś zmienił ?

Kategoria: Internet, Maczek Tagi: android apple appstore iphone palm

Dodano 05 marca 2009 o 17:28:23 na poziomie 0, 3 komentarze

Telefon firmy apple wszedł na rynek niespełna 2 lata temu. Przez wiele osób jest ignorowany i nazywany przereklamowaną zabawką, dla innych jest to produkt numer jeden na rynku smartfonów.
Dla mnie nie jest ani jednym, ani drugim. Pewne jest jednak jedno. Produkt ten zmienił podejście do kilku rzeczy na rynku pda.

Największy wpływ (przynajmniej moim zdaniem) ma appstore. Rzecz, która ogranicza możliwości piracenia programów, ale przede wszystkim daje możliwość producentowi decyzji co chcą mieć w swoim sklepie, a czego nie. Powiecie, że jest to głupie ? Ja powiem, że nie. Jest do diabelnie genialny pomysł. Użytkownik ma w jednym miejscu mnóstwo aplikacji, spośród których może przebierać.
Za pomysłem Apple poszło Google ze swoim Android Market (o którym jeszcze wspomnę), Nokia otwiera swój ovi store (aplikacje na symbiana), RIM właśnie oznajmił, że otwierają "BlackBerry App World", Microsoft także powiedział że otworzy taki sklep dla aplikacji na Windows Mobile, Palm zapowiedział przy premierze nowego Palma Pre także odmianę appstore'a.
Czy można takie posunięcie zignorować ? Oczywiście że nie. Czy sam appstore prezentowany przez Apple jest jednak idealny i bez wad ? Nie. Problemami obecnie wymienianymi jest zalew tanich nic nie robiących aplikacji ($.99), a także brak wersji "trial", przez co nie można sprawdzić, czy aplikacja jest faktycznie nam przydatna, czy niestety wywaliliśmy te kilka dolarów w błoto.
Tutaj ciekawe rozwiązanie przedstawił Android Market, gdzie aplikację zakupioną można w ciągu 24 godzin "oddać" i dostać swoje pieniądze. Czy tak samo zrobi apple ? Ciężko to stwierdzić, nawet ciężko w obecnych czasach spekulować co by było gdyby.

Drugą rzeczą, którą moim zdaniem apple poruszyło na rynku smartfonów jest zupełnie inne podejście do dotykowych ekranów. Praktycznie tutaj rządził i dzielił Microsoft ze swoim nieudacznym i ciężkim w obsłudze Windows Mobile. Miałem w ręku kilka urządzeń z WinMo, nawet przez pewien okres posiadałem starsze urządzenie z WinMo 2003 i muszę przyznać, że nie był to cud obsługi. Największy problem ? Obsługa klawiatury. No niestety bez rysika się nie obeszło. Ręka bolała, nadgarstek jęczał, ale wpisywało się te zadania i później synchronizowało z komputerem, gdzie rozwijało się myśli. Nie powiem ażeby klawiatura iphone'a mi pasowała, jednak po dłuższym klikaniu na pewno da się przyzwyczaić i można pisać o wiele efektywniej niż tapiąc rysikiem.
Zapewne wiele osób stwierdzi, że te czasy już za nami i WinMo już jest genialny. To ja mogę powiedzieć tyle, że jest to bzdura i przeświadczenie osoby, która nie bawiła się dłużej takowym urządzeniem. Jedną z takich porażek jest Samsung Omnia. "Klik, klik, klik, diabli nie mogę trafić przydałby się rysik". Mniej więcej tak można opisać urządzenia z WinMo, które starają się przystosować do pewnego standardu obsługi urządzeń dotykowych.
Prawda jest taka, że tutaj dobrze poradził sobie Google tworząc od zera Androida, który nie ma tych denerwujących zaszłości. Możliwe, że nie ma multitouch, ale ma za to fizyczną klawiaturę, co ułatwia (przynajmniej dla mnie) sporo rzeczy.
Fakt jest faktem, urządzenia z WinMo posiadające klawiaturę też nie sprawiają wielkiego kłopotu w obsłudze, jednakże nadal pozostaje "mułowatość" systemu.

Czekam cierpliwie na pojawienie się na rynku Palma Pre. Mam nadzieję, że podobnie jak iPhone powalczy o spory kawałek rynku, dzięki czemu będziemy mieli prawdziwą konkurencję (widzę tylko problem w technologii multi-touch, na którą to Apple otrzymały patent), w końcu co 3 telefony to nie dwa i na pewno nie jeden :]

P.S. We wpisie pominąłem telefony BlackBerry z prostego powodu. Celują w zupełnie inną grupę ludzi. BB jest produktem typowo biznesowym, takie porównanio/wybieranie innym razem :)

3 komentarze . Trackback . Dodano 05 marca 2009 o 17:28:23 na poziomie 0

Bo dla urzędniczek to ładny makijaż najważniejszy

Kategoria: Codzienność, Internet, Myśli Tagi: makijaż urzędniczki wp

Dodano 18 lutego 2009 o 21:12:46 na poziomie 0, 2 komentarze

Dzisiejszy wpis znów został "popchnięty" przez artykuł przeczytany na wp.pl. Jak zwykle przyciągnął mnie tytuł. Jak zwykle się nastawiałem na głupowaty tytuł i wyjaśnienie w treści. Lecz nie tym razem.

Tytuł "Kursy makijażu za pieniądze podatnika" jak najlepiej oddawał treść krótkiej notki prasowej (pełna treść).
Tak bardzo jak uważam, że odpowiednie kursy są dla pracowników ważne i przydatne. W końcu dzięki nim można utrwalić wiedzę, odpocząć chwilę od codziennej pracy, a także rozwinąć swą wiedzę w zakresie obejmującym naszą pracę. Tak samo uważam, że kursy wizażu, ubioru i sposobu prezentacji własnej osoby na takim stanowisku nie powinny być opłacane z kieszeni podatników (w tym także i moich).
Niestety mam złe doświadczenia z paniami urzędniczkami i panami urzędnikami i jak wchodzę uśmiechnięty i dobrze nastawiony na szybkie i miłe załatwienie sprawy, tak wychodzę zły i z diabelnie ciężką wiązanką słów wylanych spod nosa.
Dlatego uważam, że osoby na stanowiskach, które wymagają kontaktu z innymi ludźmi powinny być wysyłane na kursy doszkalające jak rozmawiać, jak tłumaczyć i jak się do jasnej cholery zachowywać w momencie jak przychodzi niczemu nie winny człowiek z pytaniem.
Takie kursy pozwoliłyby mi, przeciętnemu człowiekowi spokojnie i bez nerwów wyjaśnić sprawę. A nie użerać się z łaskawą panią, która wie lepiej i jeszcze z łaską odstawiając herbatę odburkuje coś pod nosem. Troszeczkę kultury, uśmiechu i opanowania na pewno przydałoby się wszystkim.
Przecież kursy asertywności są bardzo efektywne i dobrze pokazują jak się powinno zachowywać w danej sytuacji. Jak powiedzieć nie w sposób nie urażający. Jak wytłumaczyć biednemu człowiekowi, że zanim złoży ten zjebany papierek musi przez głupi rząd pobiegać jeszcze tu i tam i pozałatwiać 30 innych rzeczy, żeby ta, czy tamta miła pani mogła spokojnie i bez nerwów obsłużyć, a obsługiwany mógł bez nerwów wychodzić z budynku.
Powiem szczerze, przeciwko takim kursom nie mam nic przeciwko. Nawet słowa bym nie powiedział jakbym zobaczył tytuł "kursy asertywności za pieniądze podatnika".
Niestety zbyt wiele razy słyszałem od pań w sekretariatach "nie wiem", "nie rozumiem", "my czegoś takiego nie wystawiamy" ażeby powiedzieć, że kursy asertywności są jedyną rzeczą potrzebną pracującym w urzędach osobom.
Swoją drogą dziwne podejście mają pracujące tam osoby. "Nie wiem" jest jednoznaczne z "mam to w dupie, przynieś przykład to Ci wydam co tam chcesz, a teraz sobie idź". Muszę przyznać że mam 25 lat i ciągle nie potrafię się przyzwyczaić do tego.

2 komentarze . Trackback . Dodano 18 lutego 2009 o 21:12:46 na poziomie 0