Demo - przekleństwo wydawcy czy ratunek dla gracza.
Kategoria: Gry, Playstation 3 Tagi: demo gry ps3
Dodano 31 lipca 2009 o 22:22:18 na poziomie 0, 1 komentarz
W dobie walki z piractwem wydaje się, że wersje demonstracyjne gier są jednym ze sposobów przekonania graczy do zakupu gry. Gry nie są tanie. Na konsole kosztują przy premierze od 150zł w górę. Na pecety obecnie ceny świeżynek rozpoczynają się od 80zł. Jaka jest więc szansa na to, że dana gra trafi w nasze gusta. Jaką mamy szansę jako konsumenci na nie popełnienie gafy i zmarnowanie pieniędzy ? Otóż nasze szanse są dosyć spore, jeżeli będziemy mieli możliwość sprawdzenia gry. No właśnie, a co jeśli nie ma jak jej sprawdzić ?
I tak oto stajemy przed wyborem. Hype na grę rośnie z każdą chwilą. Kolejne filmy na youtube, gametrailers i innych serwisach pokazują jak gra świetnie wygląda i w końcu pada sakramentalne "nie będzie wersji demonstracyjnej". W tym momencie w głowie gracza/konsumenta, który jakby nie było chce zainwestować kilkadziesiąt do kilkuset złotych w kilkugodzinną (często i kilkunastogodzinną) rozrywkę staje jedna myśl "a jeżeli to nie będzie to".
No właśnie. Co robić w takim wypadku. Czekać, nie czekać, kupować teraz, brać jeszcze przed premierą, a może edycja kolekcjonerska ?
Oczywiście te wszystkie wątpliwości targają świadomymi osobami, które wiedzą, że gry to w dzisiejszych czasach spora loteria. I nie chodzi tutaj o jakość, lecz o nasz gust. Człowiek poczuję smak tego co szykuje agencja reklamowa i już jest utopiony. Dla takiego gracza (za którego ja się po części uważam) bardzo jest przydatna wersja demo. Taki krótki smaczek gry, tak żeby albo mnie wciągnęło do końca, albo żeby się wstrzymać i kupić używkę, albo kupić po pierwszej fali zakupów, albo stwierdzić że gra nie jest dla mnie, totalnie nie trafia w me gusta (pomimo wielkich haseł reklamowych). Wiele osób się podrapie w głowę i pogmera w pamięci czy mieli takie problemy z wyborem gry. Możliwe, że nie. Ja tutaj krótko opiszę jak było u mnie.
Sony budowało straszny hype na drugą część serii Motorstorm. Reklamy ładne, gameplay niby ok. Twórcy stwierdzają "dema nie będzie, ale wypuścimy wersję beta". Myślę sobie, ok odważni są. Poczekałem, pobrałem demo no i kicha. Gra totalnie nie dla mnie. Oczywiście nasłuchałem się, że nie mam racji, że ta beta jest słaba i pełna gra jest super. Nie kupiłem, a po jakimś czasie twórcy gry stwierdzili, że aby przekonać takich niedowiarków jak ja dadzą pełnoprawne demo. I dali. I gra jak mnie odpychała po demie w wersji beta, tak mnie pełnoprawne demo odpychało. Zaoszczędzony czas, nerwy (oj tak, gry mnie denerwują) i oczywiście pieniądze.
Przykład z drugiej mańki. Studia disneya, które stworzyło grę Pure (moja recenzja na ps3site.pl). Gra mało znana, dostała średnie oceny. Wypuszczono demo, oczywiście nie mogłem sobie odmówić i okazało się, że gra jest dla mnie. Jest tak dla mnie, że kilka dni później zobaczyłem ją w jakimś supermarkecie i w sumie bez wahania zakupiłem. Do tej pory lubię sobie włączyć i pojeździć online.
Jak widać dema potrafią dla nas konsumentów, zwyczajnych graczy poprzestawiać troszkę wizję gier. Niestety to co dla nas jest dobre, dla wydawców jest utrapieniem.
Obecnie coraz więcej gier otrzymuje wersję demonstracyjną. Kiepskie gry (które nie powalają grafiką, albo nie miały zbyt wielkiej reklamy) nie mają za wiele do stracenia. Niestety do stracenia mają duże produkcje, na które nakłady na reklamę były wielki i musiały się jakoś zwrócić. Przykład ? Proszę bardzo Need For Speed: Undercover. Oczywiście mówiło się, że gra jest nieciekawa, jednakże ocena (8.2 od użytkowników !? - ach ten marketing szeptany, oraz 6.7 od samego gt) na gametrailers wcale tego nie prezentuje aż tak źle, szczególnie że ludziom się niby podoba. EA zapowiedziało "dema nie będzie". I w tym samym momencie ja stwierdziłem "nie ma dema, nie ma moich pieniędzy". I tak jest do dziś. Pomimo że gra kosztuje w używce nie za wiele, a można zdobyć kilka trophy do kolekcji to nadal zostaję przy pro street, które mi się podobało (no ale jestem jednym z nielicznych tutaj, inny gust czy jakoś tak).
EA dobrze wiedziało po ocenach recenzentów, że będzie źle. W tym wypadku więc chcieli ogłupić ludzi reklamami. I po prawdzie to się udało. Nawet w naszym kraju. Po zainwestowaniu sporej akcji między innymi na Poznań Game Arena gra się na pewno sprzedała w takiej ilości egzemplarzy ażeby pokryć koszty.
Podsumowując. Demo jest super sprawą dla konsumenta. Można szybko i łatwo przekonać się do gry, albo równie szybko zniechęcić. Tej sprawy nam nie ułatwiają wydawcy, którzy trzęsą portkami w przypadku już średnich gier. Boją się o swoje zarobki bo przecież łatwo jest ze swojej super produkcji, w którą zainwestowało się mnóstwo pieniędzy w budowanie całego hype i nie można stracić tego pędu przez wydanie słabego dema.
P.S. Inną grą która mnie zachęciła do kupna to Lord Of The Rings: Conquest oraz Tom Clancy's H.A.W.X. (w tym wypadku czekam na rynek wtórny albo spadek ceny).
Wtopiłem totalnie kupując GTA 4, bo się posłuchałem znajomego, a gra jest strasznie nudna. I dosłownie wczoraj wtopiłem na zakupie Fat Princess z PSS
P.S. 2 Mam nadzieję, że tym tekstem jakoś się odblokowałem z niemocy złożenia kilku zdań i wracam do pisania zaległych recenzji gierek na ps3site.
Game on demand - czy to będzie koniec piractwa ?
Kategoria: Gry, Playstation 3 Tagi: game on demand onlive otoy
Dodano 05 lipca 2009 o 22:12:02 na poziomie 0, 6 komentarzy
OnLive i Otoy - dwie usługi, które wzbudziły spore zainteresowanie. Usługi, które przewracają dotychczasowe podejście graczy do gier, sprzętu i samego grania.
OnLive było pierwszą usługą, która wyszła z cienia. Pomysł przedstawiony przez OnLive nie jest niczym nowym. Identycznie podejście znane jest dziś w usługach video on demand. Usłudze, która jest bardzo popularna na zachodzie i w stanach. W łatwy sposób można obejrzeć szybko i wygodnie nowości filmowe, nie trzeba iść do sklepu i kupować kolejnego DVD, które zresztą są droższe. VoD przyniósł ludziom możliwości oglądania czego się chce kiedy się chce.
Podobną zasadą kierują się twórcy OnLive. Jednakże sam streaming obrazu niesie za sobą więcej znaków zapytania, więcej niepewności niż samego "zachwytu".
Tutaj należy też pamiętać, że przemysł związany z grami jest obecnie przeogromny i ma 3 (gracze, producenci gier, producenci sprzętu), a nie tak jak w przypadku filmów 2 końce (relacja producent - klient). Czemu o tym wspominam ? Z prostej przyczyny. OnLive jest usługą, która nie potrzebuje super komputerów, praktycznie nie potrzebuje żadnego komputera, ponieważ firma ma zamiar sprzedawać urządzenia, które wystarczy podpiąć do telewizora (jak dekoder cyfrowej tv) i już będzie można wybrać grę, wybrać abonament i grać. Zero problemów, zero rozmyślań ile trzeba zapłacić za komputer, a później jeszcze wybrać grę.
To jest jeden plus dla graczy, prostota, szybka możliwość zagrania (także w demo zanim wykupimy abonament), brak czekania na to kiedy wyjdzie gra w danym kraju. Dla rodziców daje to dodatkową kontrolę nad odpowiednimi grami dla swych pociech.
Ten plus jednak przeradza się w spory problem dla producentów sprzętu komputerowego, jak również dla producentów obecnych konsol. Dlaczego ? Popatrzmy na to z tej strony. Czy dla zwykłego użytkownika (nawet dla mnie w obecnej chwili) jest potrzebne coraz więcej mocy ? W 80% przypadków nie. Pozostałe 20% pozostawiam dla osób zajmujących się składem video, obrabianiem grafik 3D itp itd. Te 20% rynku nie jest w stanie zapewnić w obecnych czasach zysków dla firm, które tworzą sprzęt komputerowy. Ich zyski spadłyby i to gwałtownie. Po co przecież pchać pieniądze w procesor posiadający 4 rdzenie, skoro spokojnie z pomocą OnLive można zagrać na sprzęcie z core2duo.
Podobnie niestety jest obecnie z konsolami. Czy święta trójca konsol (Nintendo, Microsoft, Sony) mogłaby sobie pozwolić na porzucenie produkcji konsol ? Wielu osobom wydaje się, że jak najbardziej tak, że to jest tylko urywek przychodów firmy. Niestety obawiam się, że obecny urywek jest na tyle wielki, że firma miałaby duże problemy. Nie zapominajmy, że rynek gier jest obecnie większy niż rynek związany z filmami.
Ostatnim końcem są wydawcy gier. I tutaj jest problem. Większość wydawców ma w nosie na co gry wydaje. Dla nich najważniejsze są przychody. I te przychody według nich są najlepsze w momencie, gdy nie ma piractwa. Dla firm więc jest to idealna okazja na przeniesienie mniemanych kosztów piractwa na samych użytkowników. O jakich kosztach mówię ? Firmy szacują, że każda kopia gry, która nie została kupiona są to straty (jakaś logika w tym jest, jednakże ja niekoniecznie ją podzielam). W tym wypadku wydawcy nie tracą gier. Jedynymi problemami mogą być wyłudzenia danych dostępowych (które nie łudźmy się mrzonkami, będą występowały). I to jest właśnie to przeniesienie kosztów. Z firmy, która niby traci, na użytkownika, który straci, ale udowodnienie, że ktoś ukradł mu konto leży w jego gestii. Firma i tak zarobiła swoje, ważne że nie straciła.
Żeby nie było tak różowo dla graczy jest także i tutaj jeden poważny zgrzyt. Jaki ? Opóźnienia, zwane popularnie lagami. Pomimo że na prezentacjach możliwości Otoya widać było, że gra nie laguje wielce, w praktyce nie można niczego zakładać. Przecież nie wiadomo czy te 4 megabity (czy tam 6, już nie pamiętam ile potrzeba do najlepszego obrazu) faktycznie będą potrafiły uciągnąć obraz z serwerów na tyle szybko, żeby nie powstawały dziwne skoki. Przecież odległość działa tylko na niekorzyść całego przedsięwzięcia.
Patrząc na taki układ, praktycznie można wyeliminować producentów sprzętu z "gry o graczy". Czy tak się stanie ? Nie wydaje mi się. Dlaczego ? Prosta sprawa - pieniądze. Firmy produkujące sprzęt już teraz płacą dla pewnych firm (oczywiście po cichu i nic oficjalnie), ażeby gry były dostępne tylko na ich platformy (bądź też płacą, żeby gra przestała być "exclusive for" - ostatnio bardzo popularna taktyka Microsoftu). Sądzę, że OnLive jak również i Otoy będą kolejnymi platformami do grania. Firmy wydawnicze nadal będą narzekać na piractwo i ich wirtualne straty, producenci sprzętu nadal będą zarabiali krocie na użytkownikach, którzy nie wiedzieć czemu ciągle kupują coraz to szybsze procki i karty graficzne, zamiast kupić najtańszego xboxa. Ot takie moje 3 grosze.
Znajdź mnie
Kategorie
- Codzienność (28)
- Cytaty (5)
- Filmy (35)
- Fotografia (4)
- Gry (11)
- Internet (9)
- Linux (42)
- Maczek (50)
- Muza (18)
- Myśli (8)
- O niczym (245)
- O sobie (2)
- PDA/palmtop (5)
- Playstation 3 (16)
- Praca. (8)
- Programowanie (9)
- Propaganda/akcje (16)
- Software (36)
- Techblog (3)
- Teledyski (6)
- Telewizja (1)
- WebDesign/WebDeveloping (52)
Archiwum
- Styczeń 2010 (4)
- Lipiec 2009 (2)
- Maj 2009 (2)
- Kwiecień 2009 (1)
- Marzec 2009 (4)
- Luty 2009 (7)
- Styczeń 2009 (1)
- Grudzień 2008 (1)
- Październik 2008 (1)
- Wrzesień 2008 (4)
- Sierpień 2008 (3)
- Lipiec 2008 (2)
- Czerwiec 2008 (4)
- Maj 2008 (5)
- Kwiecień 2008 (9)
- Marzec 2008 (11)
- Luty 2008 (22)
- Styczeń 2008 (9)
- Grudzień 2007 (12)
- Listopad 2007 (4)
- Październik 2007 (8)
- Wrzesień 2007 (25)
- Sierpień 2007 (19)
- Lipiec 2007 (17)
- Czerwiec 2007 (9)
- Maj 2007 (10)
- Kwiecień 2007 (5)
- Marzec 2007 (8)
- Luty 2007 (12)
- Styczeń 2007 (9)
- Grudzień 2006 (10)
- Listopad 2006 (9)
- Październik 2006 (7)
- Wrzesień 2006 (3)
- Sierpień 2006 (16)
- Lipiec 2006 (26)
- Czerwiec 2006 (29)
- Maj 2006 (12)
- Kwiecień 2006 (18)
- Marzec 2006 (18)
- Luty 2006 (14)
- Styczeń 2006 (15)
- Grudzień 2005 (8)
- Listopad 2005 (18)
- Październik 2005 (14)
- Wrzesień 2005 (14)
- Sierpień 2005 (26)
- Lipiec 2005 (15)
- Czerwiec 2005 (10)